Żegnaj „Tato”

        30 października, piątek. Okazał się kolejnym trudnym i smutnym dniem w tym roku. Ksiądz prałat Stefan Wyporski zmarł.
Tydzień temu – 3 listopada, ten sam smutek pogłębił się i zadał nowe rany, ale i dał nadzieje. Ten kochany człowiek udał się w ostatnią podróż, by zostać godnie pochowanym. Te wydarzenia zostawiły pustkę, smutek i żal. Potrzebowałam chwile czasu, by to, co czuję ubrać we w miarę odpowiednie słowa. Choć to i tak wydaje się niewystarczające.

O tym człowieku można wiele powiedzieć: wspaniały człowiek, kapłan z powołania, dobry, kochający, pracowity, zabawny i zawsze uśmiechnięty. Uwielbiał się droczyć. Nie słyszałam, by kiedykolwiek narzekał, by źle się o kimś wypowiadał, czy żeby mówił cokolwiek negatywnego. Potrafił się cieszyć życiem i na ten sposób ludzki i Boży, czerpał z życia. Potrafił też dać to wszystko, co otrzymał od Boga i innych ludzi. Dzielił się tym, co miał. Była to w moim przypadku, obecność, dobre słowo, uśmiech i żarty, ale też taka pewność, że mogę na niego liczyć. Oraz to moje przekonanie, że będzie zawsze. Bo był od zawsze. Był ze mną i przy mnie od pierwszych chwil życia, potem był obecny podczas wszelkich ważnych chwil: wszystkie sakramenty, jakie otrzymałam (od chrztu po bierzmowanie), dokonały się przez jego ręce, ale nie tylko. To każda spędzona razem wigilia, inne święta kościelne, rodzinne te wesołe i smutne (urodziny, czy rocznice, spotkania i pogrzeby), czy także święta państwowe. Pielgrzymki i wyjazdy, wiele przygód i codziennych normalnych sytuacji.

        Przy każdej możliwej okazji uwielbiałeś opowiadać pewną historię , której byliśmy uczestnikami. Słyszałam ją wielokrotnie, ale najbardziej zapamiętałam moment, kiedy zdecydowałeś się ją opowiedzieć podczas Mszy Świętej z okazji moich 18 urodzin. To tak szczególnie utkwiło mi w pamięci, mimo że  znałam tę opowieść na wylot:

Byłaś wcześniakiem, każdy modlił się byś przeżyła, ja też. W czasie, gdy się rodziłaś, byłem w Wilnie, u Matki Bożej Ostrobramskiej. Kilka dni po Twoim urodzeniu przyjechałem odwiedzić Twoją mamę i Ciebie poznać. Byłem w ubraniu cywilnym. Staliśmy na szpitalnym korytarzu, trzymałem Cię malutką na rękach. I nagle jakaś pielęgniarka, przechodząc, powiedziała: „Ale podobna do tatusia!” Roześmialiśmy się z tego z Twoją mamą.

I śmiejemy się wszyscy do teraz z tej sytuacji.
I tak zostało. Mój „tata”. Przez to towarzyszenie od samego początku mojego życia, poprzez udzielanie mi sakramentów byłeś szczególnie bliski mojemu sercu, choć nikt inny zapewne nie potrafił tego stwierdzić, patrząc na naszą relację.

Podczas naszego ostatniego spotkania, w kwietniu, jak to tylko ksiądz Stefan potrafił, wysyłał mnie do Łodzi. Powiedział wtedy: „A co ty tu robisz? Przecież ty nie stąd! Wróć do korzeni. Co ty na śląsku jeszcze robisz?” Odpowiedziałam: „Księże, jak by ksiądz zgadł, bo właśnie będę się tam wybierać bardziej na stałe!” „I bardzo dobrze!” I zwyczajowo dostałam kuksańca w bok.

Już wtedy był bardzo chory. Nie dawał tego po sobie poznać. Nikomu się nie przyznał. Pamiętam, że z niewytłumaczalnych wtedy dla mnie powodów, na pożegnanie przytuliłam go mocniej, chciałam się pożegnać na zapas, bo nie wiedziałam, kiedy się zobaczymy. Życzyłam zdrowia, siły i błogosławieństwa. Miałam wtedy łzy w oczach i dręczyło mnie dziwne przeczucie.

Ja wyjechałam. Niedługo później okazało się, że trafił do szpitala, następnie do hospicjum. Nie dane mi było się z nim pożegnać, podziękować i dodać otuchy, po prostu być, jak on zawsze był.

Uczyniłam to dopiero na pogrzebie, ale czynię to również teraz, tu i w taki sposób.

 

 

RoztargnionaSzalona

ks.prał. Stefan Wyporski

        Często przychodziłeś dużo wcześniej, bo miałeś wiele rzeczy do załatwienia, wiele różnych obowiązków, których owoce są do dziś widoczne i jeszcze długo zostaną.  Zbudowałeś z parafianami kościół Bożego Ciała i Krwi w Dąbrowie Górniczej; przez 20 lat od początku istnienia byłeś Dyrektorem Sosnowieckiego Caritas; byłeś proboszczem w kilku parafiach i zawsze się cały angażowałeś w jej życie osobiście i w pełni i jeszcze wiele innych prac. Mimo tak licznych obowiązków to dla mnie i mojej rodziny zawsze byłeś. W dobrych i złych chwilach, od początku mojego życia. Jak kapłan. Jak członek rodziny. Jak wujek i jak „tata”.

Dla wielu ludzi zawsze byłeś. Otwarty, z Bożym słowem i spokojem, dobry, uczynny, obecny, prawdziwy, wierny. Swoją osobą łączyłeś wiele różnych środowisk i stanów. Ludzie do Ciebie lgnęli. A ty dla nich byłeś. Tylko tyle i aż tyle.

Przez te wszystkie lata mało kiedy widziałam cię, choć by bez koloratki. Zawsze byłeś w pierwszej kolejności kapłanem.

Kochałeś Boga, kochałeś ludzi, kochałeś Polskę i kochałeś życie.

Proboszcz parafii pw. św. Floriana w Sosnowcu

        Dziękuję za każdy udzielony sakrament, za każdą modlitwę i Mszę Świętą odprawianą w mojej intencji i intencji mojej rodziny. Dziękuję za każde słowo kazania i prywatnej rozmowy. Za każdy uśmiech i śmiech. Za każdy przykład dobrej pracy, opieki i troski. Za każdy żart i kuksańca. Za każdą obecność, myśl i chwilę mi poświęconą. Dziękuję.

Dziękuję za tę szczególną więź, która nas łączyła. I za wszystko, co od Ciebie otrzymałam. Dziękuję.

Od kilku lat mówiłeś, żebym się wreszcie ustatkowała. Gdy ksiądz żył, gdyby zdarzyło się układanie listy gości na mój ślub i wesele, on tam po prostu był, on miał przewodniczyć Eucharystii. Nie było innej możliwości. Była to oczywista oczywistość. Listy na razie nie układam, ale to miejsce jest, tak czy siak, zajęte i nikt go nie zastąpi. Będzie to po prostu inny kapłan, ale nie zajmie jego miejsca. Bo nadal na liście jest ks. Stefan Wyporski. Obecny. Będzie obok. Bo mimo wszystko wiem, że będzie nam błogosławił z Nieba.

 

 

 

        Kochany „Tato” ty mnie przywitałeś na świecie, ja Ciebie teraz żegnam.

Zostaniesz w moich myślach, sercu i modlitwie na zawsze.

Spoczywaj w pokoju.

Ciesz się radością Wszystkich Świętych, Aniołów i obliczem samego Boga.

Wstawiaj się za nami!

Do zobaczenia!

 

 

 

 

 

„Anielski orszak niech twą duszę przyjmie, uniesie z ziemi ku wyżynom nieba, a pieśń zbawionych niech ją zaprowadzi, aż przed oblicze Boga Najwyższego. Niech cię przygarnie Chrystus uwielbiony, On wezwał ciebie do królestwa światła.

Niech na spotkanie w progach Ojca domu Po ciebie wyjdzie litościwa Matka. Promienny Chryste, Boski Zbawicielu, jedyne światło, które nie zna zmierzchu, bądź dla tej duszy wiecznym odpocznieniem, pozwól oglądać chwały Twej majestat”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.